Prolog
Violetta
Mam 18 lat i wracam do Buenos Aires. Wcześniej już tutaj byłam, ale mojemu tacie coś w tym mieście nie pasowało. A mianowicie chłopcy. Nie chciałam dalej żyć w Norwegii, dlatego że chciałam wrócić do tego co kocham, a tak dokładniej chodzi mi o śpiew. Czuję, że tylko w Buenos Aires mogę robić to co kocham. Tata nie chciał, abym wracała, ale po dłuższych namowach, błaganiach i przekonywania go do tego, że dorosłam, dał się ostatecznie przekonać. Zamieszkam w naszym rodzinnym domu. Nie planuję dzielić go z nikim, bo niby z kim? Ojciec będzie mi pomagał w utrzymaniu go. Regularnie, będzie przelewał na moje konto pieniądze. Aktualnie lecę teraz samolotem. To wylądowania zostało jeszcze z jakieś dwie i pół godziny. Poczułam, że muszę skorzystać z ubikacji. Wstałam i powoli, ostrożnie skierowałam się do pomieszczenia. Zapukałam nikt nie odpowiadał. Weszłam. Zamknęłam się na klucz. Zrobiłam to co musiałam zrobić. Umyłam ręce, zęby, poprawiłam włosy i makijaż, sperfumowałam się perfumami. Poprawiłam ubrania. Schowałam wszystkie moje rzeczy spowrotem do torebki. Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze. Gotowa opuściłam ubikacje. Gdy otworzyłam drzwi, poczułam jak na kogoś wpadam.
- Cholera. - powiedziałam gdy zorientowałam się, że mam dekolt i błękitną sukienkę polaną przez kawę.
- Przepraszam. Nie zauważyłem cię. - tłumaczył się jakiś facet o pięknym głosie.
- Masz za co. - spojrzałam do góry i oniemiałam. Jakiś młody, bardzo przystojny chłopak, o zielonych oczach wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Nagle nogi zaczęły się pode mną uginać. Brunet to zauważył i szybko złapał mnie za ramiona, abym nie upadła.
- Wszystko w porządku. - zapytał się mnie.
- Ta... tak. Wszystko w porządku. - mówiłam poprawiając włosy.
- Powiedzmy, że ci wierzę. - oboje się zaśmialiśmy. Weszliśmy do ubikacji. Chłopak zamknął drzwi i podszedł do umywalki. Próbowałam zetrzeć kawę z mojej sukienki, ale na marne. Za to on starał się zmyć napój z swojej białej koszuli w czerwoną kratę. Patrzyliśmy się na siebie przez lustro. Gdy do nas to dotarło zaśmialiśmy się. Zauważyłam jak kosmyk włosów zaplątał mi się o ramiączko. Próbowałam oddzielić te dwie rzeczy.
- Poczekaj pomogę ci. - zaproponował. - Mogę? - po chili zastanowienia się, zgodziłam się od biedy. Chłopakowi spoglądałam prosto w jego zielone oczy, gdy ten starał mi się odplątać włosy. Gdy nasze spojrzenia spotkały się obdarowaliśmy siebie spojrzeniami.
- Jak ci na imię? - zapytał się chłopak
- Violetta. A ty...
Cudo istne cudo •.•
OdpowiedzUsuńdziękuję starałam się
Usuńzapraszam do siebie na mój drugi blog
http://leonetta-znapisami-opowiadania.blogspot.com/
Super +1 kom od mnie .
OdpowiedzUsuńBoże kawa i oni <33333333 Awwwwwwwwwwww *......*
taki miałam pomysł. chciałam być orginalna
UsuńSuper!! Dawać szybko nexta!!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że to Leoś!!
Pozdrawiam
Komarek ;*
już sie pisze. Wedle życzenia. Nawet mam na niego wenę
Usuń