wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział drugi

Leon
- Violetta? - zapytałem się, a ona się zatrzymała.
Spojrzała na mnie swoimi pięknymi czekoladowymi oczami.
-Leon?- zapytała a ja przytaknąłem- jednak los ciągle nas ze sobą spotyka- powiedziała i zaśmiała się.
- Wiesz chciałem cię unikać- za żartowałam sobie.
Violetta uśmiechnęła się,  a następnie założyła kosmyk swoich włosów za ucho.
- Skoro już się spotkaliśmy...- zacząłem- to może przejdziemy się? Co ty na to?
- Pasuje mi ta propozycja- odpowiedziała.
Po chwili ruszyliśmy wspólnie. Violetta ciągle bawi się paskiem od swojej torebki, a ja trzymam ręce w kieszeni.  No najwyższy czas przerwać tę niezręczną ciszę,  która panuje między nami. 
-Vilu...- zacząłem
Violetta
Leon zdrobnił moje imię,  tak dawno nikt do mnie tak nie mówił.  Podniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy.  Ma takie ładne zielone tęczówki. 
- Słucham cię- powiedziałam.
- Może masz ochotę...- zaraz zaprosi mnie na randkę.  Jupi już po prostu nie mogę się doczekać- Może pójdziemy do tej kawiarni- powiedział i wskazał na budynek,  który stoi przed nami.
- To choć my - odpowiedziałam.
Co prawda nie zaprosił mnie na randkę,  ale wspólne spotkanie,  przy kawie i rozmowa,  to prawie to samo.
Podeszliśmy do budynku .  Leon otworzył drzwi i puścił mnie przodem.
- Dziękuję - powiedziałam gdy weszliśmy.
Chłopak posłał mi uśmiech a w jego policzkach pojawiły się piękne dołeczki.  Ale on słodko wygląda.  Po chwili odwzajemniłam jego uśmiech. 

****
Ten rozdział napisała 
Leniwa  Kathy
hue hue

środa, 22 stycznia 2014

Rozdział pierwszy

                                                  Rozdział pierwszy
Sukienka violi

Tu jest strój Leona nr 3.

Violetta
- Leon.
- Piękne imię dla przystojnego faceta. - szepnęłam pod nosem. Chłopak się zaśmiał, a do mnie dotarło, że wypowiedziałam to na głos. - Nie, nie oto mi chodziło. Chcia...
- Dobrze. Nie ważne. już i tak odkryłem, że kłamanie ci nie wychodzi najlepiej. - mówił z uśmiechem na twarzy. A mi się głupio zrobiło. Postanowiłam zmienić temat.
- To co tutaj robisz? - spojrzał na mnie pytająco. - W sensie gdzie się wybierasz?
- Co robię to lecę. - zaśmialiśmy się oboje. - A gdzie to do Buenos Aires. A ty co tutaj robisz i gdzie się wybierasz? - wybuchliśmy śmiechem.
- Co robię to stoję i rozmawiam, a gdzie to Do tego samego miasta. - zauważyłam uśmiech na twarzy chłopaka. Pogratulowałam sobie w myślach.
- Skąd? - zadał pytania chłopak.
- Z Norwegii. Domyślam się, że ty też.
- Ja? Pomyślmy skąd ja mogę lecieć. Przepraszam zapomniałem. - Znowu się zaśmialiśmy. 
- Proszę o uwagę. Prosimy o zapięcie pasów i przygotowanie się do lądowania. Lądujemy za dwadzieścia minut. Usłyszeliśmy głos stiuwardesy. Oboje westchnęliśmy.
- Ale ten czas szybko leci. - powiedziałam zrezygnowana.
- Może się jeszcze kiedyś spotkamy. - powiedział, a ja w środku skakałam jak mała dziewczynka.
- Tak na pewno. lecimy do tego samego miasta. To co idziemy.
- Ale ja nie chcie. - powiedziałam jak mała dziewczynka. Razem wybuchliśmy śmiechem.
- Nio ale chybia musimy. - powiedział jak mały chłopiec.
- No dobra chodź. - postanowiłam. Chłopak otworzył mi drzwi, abym wyszła pierwsza. Drogę do siedzeń pokonaliśmy milcząc. Okazało się, że Leon siedzi centralnie za mną, czyli pod oknem. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Przez te ostatnie minuty zerkaliśmy na siebie. O dziwo przez cały ten czas czułam na sobie wzrok bruneta. Kiedy wylądowaliśmy, chłopak pomógł mi zdiąć bagaże z półki umieszczonej nad siedzeniami. 
Przemierzając wielki hol na lotnisku, spojrzałam papiery, które trzymałam w ręce. Nagle poczułam jak na kogoś wpadam, i jak wszystkie moje papiery wraz z telefonem lądują na podłodze.
- Przepraszam, zapatrzyłem się. - powiedział zbierając swoje rzeczy(kartki, paszport, dokumenty...) z  podłogi.
- Nic nie szkodzi to też moja wina. - próbowałam odszukać w tym bałaganie moich papierów. Spojrzałam na chłopaka, na którego wpadłam. On w tym samym czasie spojrzał na mnie.
- To ty. - mówił wpatrując się we mnie.
- Tak. Leon? - upewniłam się. Pokiwał głową twierdząco.
- To jakieś przeznaczenie czy co? - mówił patrząc mi się w oczy. Poczułam jak się rumienie. - Wiesz pięknie się rumienisz. - zakryłam twarz włosami i spojrzałam w dół. - Ej nie zakrywaj się. - uśmiechnęłam się, gdy ten odkrywał moją twarz z włosów. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Po chwili dotarło do nas to co robimy. Odkrząknęliśmy, i wróciliśmy do zbierania naszych rzeczy z podłogi. Podawaliśmy sobie kartki nawzajem. Gdy na podłodze zrobił się porządek, próbowałam ogarnąć papiery w dłoniach. Leon podał mi już z poskładany telefon. 
- Dzięki. - zadzwonił do mnie telefon. Po chwili się rozłączyłam. - Przepraszam. Taksówka już czeka. Cześć. - chciałam iść, ale on mnie zatrzymał łapiąc za nadgarstek.
- Poczekaj. Dasz mi swój numer. 
- Jasne. - podał mi długopis i jakąś kartkę, z jego  danymi. Dowiedziałam się tylko, że jest w moim wieku i mieszka na takiej samej ulicy co ja. Potem ja mu dałam kartkę, aby zapisał na niej swój numer.
- Dzięki. To co do usłyszenia.
- Tak. Miło mi było ciebie poznać
- Mi Ciebie też. Pa.
- Cześć. - odpowiedziałam, chwyciłam uchwyt mojej walizki na kółkach i odeszłam.

Następnego dnia.
Rozpakowałam wszystkie moje rzeczy. Poprzypominałam sobie, gdzie co jest i gdzie się znajduje. Wyszłam na spacer się przewietrzyć. Postanowiłam pójść do parku. Z trudem przypomniałam sobie drogę. W końcu byłam tu tylko raz i jak miałam szesnaście lat. Minęłam jakiegoś chłopaka. 

Leon.
Rozpakowałem walizki. Obejrzałem mój nowy dom. Stwierdziłem, że pójdę się przewietrzyć. Doszedłem do jakiegoś parku. Minąłem znaną mi dziewczynę. Po chwili do mnie dotarło, że jest to Violetta. 

- Violetta? - zapytałem się, a ona się zatrzymała...

                      *************************************************************
Macie dosyć długi, bo miałam na niego wenę. No to chyba tyle na dziś jak ode mnie. :P

wtorek, 21 stycznia 2014

Witamy!

                                                    WITAMY!!!!!

Witamy wszystkich. 
Kathy i Weronika założyły razem nowego bloga.  

Prolog

                                                             Prolog
 Violetta
Mam 18 lat i wracam do Buenos Aires. Wcześniej już tutaj byłam, ale mojemu tacie coś w tym mieście nie pasowało. A mianowicie chłopcy. Nie chciałam dalej żyć w Norwegii, dlatego że chciałam wrócić do tego co kocham, a tak dokładniej chodzi mi o śpiew. Czuję, że tylko w Buenos Aires mogę robić to co kocham. Tata nie chciał, abym wracała, ale po dłuższych namowach, błaganiach i przekonywania go do tego, że dorosłam, dał się ostatecznie przekonać. Zamieszkam w naszym rodzinnym domu. Nie planuję dzielić go z nikim, bo niby z kim? Ojciec będzie mi pomagał w utrzymaniu go. Regularnie, będzie przelewał na moje konto pieniądze. Aktualnie lecę teraz samolotem. To wylądowania zostało jeszcze z jakieś dwie i pół godziny. Poczułam, że muszę skorzystać z ubikacji. Wstałam i powoli, ostrożnie skierowałam się do pomieszczenia. Zapukałam nikt nie odpowiadał. Weszłam. Zamknęłam się na klucz. Zrobiłam to co musiałam zrobić. Umyłam ręce, zęby, poprawiłam włosy i makijaż, sperfumowałam się perfumami. Poprawiłam ubrania. Schowałam wszystkie moje rzeczy spowrotem do torebki. Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze. Gotowa opuściłam ubikacje. Gdy otworzyłam drzwi, poczułam jak na kogoś wpadam.
- Cholera. - powiedziałam gdy zorientowałam się, że mam dekolt i błękitną sukienkę polaną przez kawę.
- Przepraszam. Nie zauważyłem cię. - tłumaczył się jakiś facet o pięknym głosie.
- Masz za co. - spojrzałam do góry i oniemiałam. Jakiś młody, bardzo przystojny chłopak, o zielonych oczach wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Nagle nogi zaczęły się pode mną uginać. Brunet to zauważył i szybko złapał mnie za ramiona, abym nie upadła.
- Wszystko w porządku. - zapytał się mnie.
- Ta... tak. Wszystko w porządku. - mówiłam poprawiając włosy.
- Powiedzmy, że ci wierzę. - oboje się zaśmialiśmy. Weszliśmy do ubikacji. Chłopak zamknął drzwi i podszedł do umywalki. Próbowałam zetrzeć kawę z mojej sukienki, ale na marne. Za to on starał się zmyć napój z swojej białej koszuli w czerwoną kratę. Patrzyliśmy się na siebie przez lustro. Gdy do nas to dotarło zaśmialiśmy się. Zauważyłam jak kosmyk włosów zaplątał mi się o ramiączko. Próbowałam oddzielić te dwie rzeczy.
- Poczekaj pomogę ci. - zaproponował. - Mogę? - po chili zastanowienia się, zgodziłam się od biedy. Chłopakowi spoglądałam prosto w jego zielone oczy, gdy ten starał mi się odplątać włosy. Gdy nasze spojrzenia spotkały się obdarowaliśmy siebie spojrzeniami.
- Jak ci na imię? - zapytał się chłopak
- Violetta. A ty...